Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przemyślenia.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przemyślenia.. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 lipca 2014

Bywa taki dzień..

.. jak dziś. Że budzę się totalnie rozbita. Jest może 5 rano. Fioletowe zasłonki zatrzymują światło. W pokoju panuje nieprzyjemna szarość. Nic nie widzę. Okulary są zbyt daleko, by włożyć je na nos. Z resztą lubię świat takim, jakim go widzę w tej chwili. Znam wszystkie elementy wokół siebie. Lecz teraz w każdym z nich odnajduję coś nowego. Inny kształt. Dziwne złudzenia. Zerkam na telefon. 5:18. Żadnego smsa. Snapa. Żadnej wiadomości. Zielona dioda informuje mnie jedynie o stu procentach naładowania mojej baterii. Upuszczam urządzenie na podłogę. Niby delikatnie, a jednak dość stanowczo. Energicznie przewracam się na drugi bok i wtulam w twarz w ogromną poduszkę. Zamykam oczy. Może zasnę. Zasypiam.
8:24. Tata wychodzi do pracy. Słyszę drzwi od łazienki. Później kroki. Na koniec dźwięk silnika i zamykanej bramy. W domu znów panuje cisza. Zasypiam.
9:31. Mama krząta się po domu, by również zaraz zniknąć. Zagląda do mnie na chwilę. Mówi, lecz nie rejestruję wszystkich słów. Kontaktuję z wielką trudnością. Odpowiadam na kilka pytań i potakuję na resztę wypowiedzi. Wychodzi. Teraz już nie zasnę. Podnoszę telefon. Nic. Tego się w sumie spodziewałam. Czytam słowa, które ostatnio napisałam. I nie wiem. Nie wiem, czy dobrze postąpiłam, czy też źle. Nie wiem czy żałuję. Czy chciałabym to cofnąć. Łza. Tak po prostu spłynęła po policzku. Druga po nosie. Nie lubię tego uczucia. Otarłam ją szybko skrawkiem kołdry. I zaczęłam myśleć. Wspominać. Jedna noc. Jeden wieczór. Minione wydarzenia. Wypowiedziane słowa. Skradzione pocałunki. Łza. Lecz inna. Może ze szczęścia. Jestem szczęśliwa. Choć czasami potrafię to spieprzyć. Wchodzę w smsy. Te oznaczone gwiazdką. Wyświetlam jeden, drugi.. Czytam dłuższy fragment rozmowy. Przypominam ją sobie. To, gdzie wtedy byłam. Czemu coś napisałam. Na jedne uśmiecham się szeroko. Przy innych zakrywam twarz pościelą. Za oknem nadal szaro. Płaczę. Nie mam ochoty podnosić się z łóżka. Próbuję czytać książkę. Nie mogę. Znajduję okulary, lecz szybko pozbywam się ich. Przez mokre oczy i tak nic nie widzę. Zasycha mi w gardle. Szlocham nie znając już powodu. Tłumacząc sobie to jako kobiecą przypadłość. Pms. Odpowiedzialne za moje ostatnie wybryki. Mijają tak ponad dwie godziny. Jest 12.
12:13. Schodzę na dół, by coś zjeść. Czytam. Jestem dwa rozdziały do przodu. Czytam o pocałunku. Pierwszym. O przeżyciach z nim związanymi. Łza. Wspomnienie. Motyle w brzuchu. Jak za każdym razem, gdy wracam do tamtej chwili. Ściska mnie gdzieś w środku. Czuję się dobrze. Bardzo dobrze. Łza wyschła.
13:40. Wracam na górę. Otwieram laptopa. Piszę. Bo czuję, że to dobry moment. Że to, co napiszę będzie dobre. Pomoże mi. Uspokoi. Zadowoli.
14:02. Skończyłam.

xoxo Niśka

sobota, 31 maja 2014

Bo muszę.

Przychodzi taki dzień, gdy cholernie chcę coś napisać. I równie cholernie nie mogę. Nie potrafię. Zaczynam pisać i kasuję wszystkie ułożone wcześniej zdania. Klikam coraz szybciej w klawiaturę. Popijam kawę z ulubionego kubka. Szukam w głowie nowych pomysłów. Niektóre są zbyt banalne. Inne zbyt skomplikowane. Innych nie mam odwagi tu poruszać. Bo wiem kto to może przeczytać. Miałam się nie ograniczać i być sobą. Wiem. Ale tak się jednak nie da. Bo poznać moje myśli z bloga, a nie usłyszeć ich ode mnie? Nie zawsze jest to w porządku. Szczególnie, że pracuję nad tym, by pozbyć się wszelkich pośredników i zacząć mierzyć się z problemami twarzą w twarz. 
Stahp. Wcale nie kieruję tego posta do jednej osoby. Stahp. Nie siedź mi w głowie! Wynoś się!
Pusty dom dziwnie mnie nastraja. Obrobiłam się już ze szkołą. Mam czas tylko dla siebie. Mogłabym robić zdjęcia, malować paznokcie, czytać książkę czy wertować gazetę. Postanowiłam pisać. O niczym. Byleby wyrzucić z siebie całą złą energię. By w końcu użyć jakichś słów. Do kogokolwiek się odezwać. Zagłuszyć szum liści za oknem. Szczekanie psów. Odgłosy samochodów. Dobrze, że mam miejsce, które mi to umożliwia. 
Macie czasami takie dni, że nie macie pojęcia co ze sobą zrobić? Wracacie do przeszłości bliższej czy dalszej? Analizujecie postępowanie własne i innych? Układacie idealne rozmowy? Wyobrażacie sobie idealne spotkania? Wszystko po to, by potem zawieść się powstaniem zupełnie innych scenariuszy. 
Dziękuję, że Was mam..


xoxo Niśka

poniedziałek, 5 maja 2014

Zazdrość.

* *  *

-Dlaczego?

-Żeby w końcu zrozumiała, że jesteś mój. Tylko mój. I ona nie jest w stanie tego zmienić. Że nawet widząc Cię codziennie w szkole nie ma nade mną przewagi. Zabierając Ci po kryjomu bluzę nie ma nade mną przewagi. Rozmawiając z Tobą więcej na snapchacie nie ma nade mną tej cholernej przewagi. Bo nigdy nie dotkniesz jej tak jak mnie. Nigdy nie przytulisz jej tak jak mnie. Nigdy nie uśmiechniesz się do niej tak jak do mnie. Nigdy nie spojrzysz na nią tak jak na mnie. Nigdy nie pocieszysz jej tak jak mnie. Nigdy nie pocałujesz jej tak jak mnie. Nigdy nie pozwolisz jej na to, na co pozwalasz mi. Na jej łapki na Twoim nagim ciele. Na jej usta na Twojej szyi. Na jej palce na Twoich policzkach. Na jej zapach na Twoich ubraniach. Na jej szepty w Twoich uszach. Na jej oczy zanurzone w Twoich. Na jej bliskość. Na zabawę Twoimi włosami. Na siadanie na Twoich kolanach. Na rozbieranie Cię. Bo to wszystko należy do mnie. To moja rola w Twoim życiu. Nikt nie może mi jej odebrać. A w szczególności ona. Ona, która irytuje mnie swoim zachowaniem. Każdym krokiem w Twoim kierunku. Każdym uśmiechem. Każdym słowem. Każdym spojrzeniem. Nie chciałam dać się ponieść zazdrości. Nie chciałam. Ale tak to jest, gdy kocham. Mocno. Za mocno. Nie potrafię tego opanować, więc przyznaję: tak, jestem zazdrosna.

* * *



xoxo Niśka

wtorek, 11 lutego 2014

3 months.

11 każdego miesiąca to takie małe święto. No co tu dużo mówić.. Możecie się domyślić..
Czas leci dość szybko. Minął tydzień ferii. Nawet sama nie wiem kiedy. Nie obejrzymy się, a minie cały luty. I tak za nim każdy kolejny miesiąc. I z jednej strony to płynie tak szybko. Ucieka nam między palcami. Przytłacza świadomością każdego kolejnego dnia. Ściemnia się momentalnie. Później wychodzi słońce. Jest coraz cieplej. Śnieg topnieje. Świat płynie. I zaczyna rozkwitać. I z roku na rok jest tak samo. A z drugiej strony patrzę na kalendarz, dostrzegam tam luty. Liczę. Grudzień.. Styczeń.. Luty.. 3 miesiące. Gdzie? Jak? Dopiero? Tutaj odczucie jest zupełne inne. Jakbyśmy znali się przynajmniej dwa razy dłużej. A tu.. Da boom.
Siedzę teraz oglądając kolejne konkurencje olimpijskie, wcinam cukierki lodowe i patrzę na zegar. Znów szybko. Za szybko. Zaraz będzie ciemno. A jutro już środek tygodnia. I nagle okaże się, że znów muszę wstawać przed 7. Eh.
Dziś miałam lekki przedsmak, ponieważ mamcia zabrała mnie na 8 na morfologię. Jutro wyniki.. Trzymajcie kciuki ^__^

A tu efekty całodniowej nudy w domu i miłości do aparatu.. I siebie *o*






xoxo Niśka

wtorek, 4 lutego 2014

Breakfast time.

Śniadanie. Pierwszy i najważniejszy posiłek. Każdy o tym wie, ale nie zawsze pamięta. Ja akurat nie jestem dobrą osobą do wypowiadania się w tym temacie. Codziennie rano wybiegam z domu w takim pędzie, że jedyne, co jem to pół kromki chleba z dżemem lub inny drobiazg. Wytłumaczenie jest proste- brak czasu. Tak więc gdy przychodzą ferie czy wakacje, budzi się we mnie jakaś potrzeba odmiany. Staję w kuchni, otwieram lodówkę i nie robię sobie zwykłej kanapki. Myślę nad czymś oryginalnym, ale jednocześnie zdrowym i pożywnym. Tak dużo widzi się pysznych śniadań na facebooku, czy na instagramie. To teraz modne. Pokażmy innym, co jemy. Pokażmy innym, co można zjeść. Finezyjnie, a z prostych składników, które większość z nas ma w lodówce. Dziś pół godziny porannego leżenia w łóżku poświęciłam na myślenie o tym, co zjem. Za każdym razem mój braciszek patrzy i pyta, czemu on nigdy takiego nie je. A więc czas i wyobraźnia. Niech lenistwo nie wygrywa. Czerp przyjemność z układania rzeczy na tacy, wybierania talerzy, porcjowania dżemów do osobnych pojemniczków. Niech kromki chleba będą ładnie ułożone, kompozycja będzie kolorowa. W końcu im bardziej atrakcyjne dla oczu, tym lepsze i w smaku. Bardzo ważne są owoce. To one często nadają kolor i łamią smak swoją słodyczą lub kwasem.
Czasami jesteśmy w podróży i po prostu musimy kupić jakiegoś fast-fooda. Ja sama ich nie lubię, ale czasami trzeba. Pozwalam Wam, ale jak najrzadziej.
I ostatnie- napoje. Kawa? Wszystko w porządku, byleby jej nie było w naszej diecie za dużo. Złammy ją czasami czarną herbatą z cytryną, zieloną czy też owocową. Zimą możemy dodać też imbir, miód, kardamon, cynamon, goździki.. A latem? By nie było za gorąco.. Mleko, kakao, sok ze świeżych owoców. Uwierzcie mi, wyjdzie Wam to wszystko na dobre.
Zawsze możecie odwiedzić również moje ukochane strony kulinarne i znaleźć tam przepisy na chleby, granolę, batoniki muesli, crepes..

http://www.mojewypieki.com/
http://cioccolatogatto.blox.pl/html
http://waniliowachmurka.com/

Powodzenia *.*




http://instagram.com/nikaxx08
xoxo Niśka

niedziela, 17 listopada 2013

Butterfly Project.

Niedawno pod postem zapytano mnie o tatuaż na nadgarstku.. O nich również kiedyś porozmawiamy. Jednak teraz adekwatnie do tego, co na tamtych zdjęciach widniało na mojej ręce..
To nie tatuaż. To wielu osobom znany już Butterfly Project. Słyszeliście o tym? Wiele razy przewijało się to u mnie na asku czy instagramie. Jednak nigdy jakoś nie miałam potrzeby się z tym utożsamiać. Troszkę się zmieniło.
Szczerze polecam wszystkim, by choć na chwilę tu przystanęli i przeczytali o nim parę słów..
Jest to projekt stworzony z myślą o ludziach samookaleczających się. Jest on zarówno dla tych, którzy mają z tym problem, jak i dla tych, którzy chcą ich w ten sposób wspierać. Najczęściej na nadgarstku, bądź innych miejscach będących "celem żyletek" rysuje się motylka. Jednego lub więcej. Nadaje się im imiona. Jeśli sam się tniesz- umieszczasz motylka na ranach, by następnym razem mieć świadomość, że możesz uszkodzić nie tylko własną skórę, ale także zabić to słodkie stworzenie, z którym powinieneś się zżyć. Jest to forma terapii.
Jednak możesz również wstąpić do projektu jako wsparcie dla innych. W ten sposób pokazujesz im, że mogą na Ciebie liczyć, mogą z Tobą porozmawiać. Na ulicy uśmiechnij się do osoby, u której zauważysz motylka. Gracie w jednej drużynie.
Moje- Nicky i Sally starają się być ze mną codziennie, a znajomi często się nimi zachwycają, choć nie wszyscy wiedzą, co tak na prawdę oznaczają.
Mam nadzieję, że przynajmniej kilkoro z moich czytelników to zrozumie i nie wyrzuci zaraz ze swojej głowy. Liczę na Was :*




xoxo Niśka

piątek, 25 października 2013

Ucieczka.

Starasz się uciec. Coraz dalej i dalej. Choć wiesz dobrze, że nie ma to żadnego sensu. Że nie dasz rady. Z drugiej strony cały czas próbujesz. Zatrzymujesz się na chwilę i dochodzisz do wniosku, że niczego nie rozumiesz. Zadajesz sobie mnóstwo pytań, z których najważniejsze brzmi: dlaczego ja? Strach Cię napędza. Choć nie wiesz, czego się boisz. To Cię wykańcza. Wyniszcza psychicznie. By następnego dnia wszystko wróciło do normy. A kilka dni później historia zatacza koło. Kolejne słowa Cię ranią. Kolejne spojrzenia sprawiają ból. Zaczynasz ulegać. Łamać się. Choć nadal wiesz, że nie możesz. Że to tylko da im satysfakcję. Wygrają. Osiągną cel. Nie możesz się poddać. Jesteś silna. Z każdym dniem coraz bardziej. Musisz w to tylko uwierzyć. Powtarzać sobie codziennie przed lustrem. Nie daj wmówić sobie innej prawdy. Nie daj się przekonać. Jesteś wyjątkowa. Otaczający cię świat jest podły. Ale jest taki, by docenić w nim także tę piękną część. By docenić ludzi, dzięki którym w całej tej sytuacji się uśmiechasz. Którzy sprawiają Ci radość samą swoją obecnością. To ty w twoim życiu jesteś najważniejsza. Miej szacunek do samej siebie, choć inni mogą chcieć Ci to odebrać. Odebrać pewność siebie. Dystans. Optymizm. Dla nich jest to świetna zabawa. Niszczyć komuś życie? Bez powodu? Czysta przyjemność. Gdy jest się niedojrzałym emocjonalnie i fałszywym człowiekiem nieposiadającym serca i sumienia. Nie stań się taka jak oni. Kochaj to, co masz i pierdol tych, którzy Cię za to krytykują. Zwyczajnie zazdroszczą. A ty pokaż im, że jest czego.

Obiecałam coś głębszego, prawdziwego, życiowego i niebanalnego. Proszę :*



xoxo Niśka

środa, 7 sierpnia 2013

Chciałabym być wróżką.

Jak na razie dodaję przemyślenia zapisane mniej więcej pod koniec maja, ale już niedługo porcja obecnego mętliku w mojej głowie, a uwierzcie, że jest tego mnóstwo. Nie mam teraz ani nastroju, ani czasu się rozpisywać. Wybaczcie mi. Niedługo wracam z większym zapałem *.*

Chciałabym być wróżką. Tak wiem. Dziecięce marzenia. Ale takie ogromne. I ważne. I byłabym dobra. Tak dobra, że pomagałabym ludziom. Wszystkim. Tym nieznanym. Ale przede wszystkim tym bliskim. Taka wróżka dobrodziejka. Na pełny etat. Dostępna 24 godziny na dobę. Zawsze otwarta. Uśmiechnięta. Życzliwa. Pomocna. Byłabym zwiewna jak młody motyl. Skrzydła szkliłyby się na słońcu. Wiatr unosiłby mnie wysoko ponad ludzkie głowy. Uszy wyłapywałyby najróżniejsze dźwięki. Oczy dostrzegałyby najmniejsze szczegóły. Serce odczytywałoby najskrytsze myśli smutnych osób. Mózg odczytywałby je i momentalnie poprzez czarodziejską różdżkę wypluwałby idealne rozwiązanie. A ja latałabym z kwiatka na kwiatek. Przysiadałabym na ramionach płaczących. Na zmęczonych dłoniach. Strapionych głowach. Patrzyłabym w nieobecne oczy. Nikt by mnie nie znał. Taka niewidzialna ręka. Taka pomoc z nieba. Nadprzyrodzona siła. Obecna duchem. Nieobecna ciałem. Moje życie byłoby zbiorem innych żyć. Zbiorem cudzych problemów. Ich rozwiązań. Ludzkich smutków. Równie dużej ilości wywołanych uśmiechów. Wywoływanych łez radości i wzruszenia. To byłoby piękne. Lecz nierealne. Może w następnym życiu.




xoxo Niśka

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Czy jestem szczęśliwa ?

Hej skarby . Ostatnio zostało mi zadane dość trudne pytanie . Trudne, bo ja bardzo rzadko wiem, co czuję . Kiedy zadano pytanie odpowiedziałam sobie : TAK ♥ . Jestem .
Kiedy postanowiłam napisać post doszłam do wniosku, że nie wiem . Bo nie wiem, czy jestem pokłócona, czy pogodzona z pewną osobą . Czy to co między nami jest, jest na prawdę . Nie wiedziałam .
A teraz, kiedy już w końcu piszę do was odpowiadam bez wahania, w stu procentach : TAK ♥ Jestem mega szczęśliwa, jak jeszcze nigdy przenigdy, bo wszystko jest tak, jak być powinno .
Bo życie jest pełne niespodzianek, które kocham i ubóstwiam . Ale tylko te miłe oczywiście . I gdy takowe się trafiają i poprawiają nam humor, to trzeba łapać i już nie puszczać .
Patrzę na ludzi wokół i zastanawiam się, co oni zawinili . Dlaczego ja skazana jestem na wieczny optymizm i radość z każdej najmniejszej błahostki, a inni żyją w depresji i nie cierpią tego świata .
To wszystko jest cholernie niesprawiedliwe .
Pisałam na tym blogu będąc w różnych nastrojach . Czasami zbaczałam ze ścieżek wiecznego uśmiechu, ale dość szybko wracałam w pełni sił . Te moje przemyślenia, często dość przekoloryzowane, są jednak prawdziwe . I choć nie zawsze mogę postawić się w roli mojego bohatera, to wiem, że niektórzy z was, czytając to, robią to ze swoją osobą .
Kocham was i nigdy nie przestanę . Piszę dla was i nie zapominajcie o tym . Ale i wy bądźcie dla mnie . Bądźcie wsparciem i podporą . AMEN ♥



xoxo Niśka

piątek, 26 kwietnia 2013

Zależy.


Czasami ci na kimś zależy. Cholernie zależy. Zależy tak, że sam nie wiesz, co by było bez tej osoby. Ale jednocześnie masz dość. Cholernie dość. Tylko nie wiesz, czego. Czy tej osoby. Czy samego siebie. Tego, co jest między wami. Tego, co powinno być. Tego, co ukrywasz. Tego, co ukrywa ta osoba. Tego, co sobie okazujecie. Zwyczajnie nie wiesz. I przez to się boisz. Ale i tak nadal nie wiesz, czego. Kiedyś było inaczej. Wy byliście inni. A może ty się nie zmieniłeś. Może żadna w tym twoja wina. Ale ci zależy. Więc nie będziesz umywać rąk. Będziesz walczyć. Ile tylko będzie trzeba. Bo na tym to polega. A wystarczy jedna rozmowa. Kilka słów. Może prostych. Może nie. Może pomogą łzy. Może lepiej zachować powagę. A może rozluźnić atmosferę spontanicznym żartem. Nie ważne. Ważne, żeby było dobrze. I te kilka słów. Od nich tak wiele zależy. Ale jest jeszcze krok wcześniej. Krok, który trzeba wykonać. Trzeba, by doszło do rozmowy. I tu wchodzi nam odwaga. Odwaga i honor. Upór. I to jedno pytanie: co powiedzieć? A nawet drugie: jak zacząć? Coś się zmieniło. Nie chciałeś żeby tak było. To nie jest już ta osoba, co kiedyś. Tamtej ci brakuje. Ale tak trudno jest to wyrazić. Wróć! Byłeś inny. Taki, jakiego chciałam. Spontaniczny. Zboczony. Otwarty. Towarzyski. Nie przejmowałeś się głupotami. Nie brałeś wszystkiego na poważnie. Potrafiłeś we wszystkim dostrzec zabawę. Co się zmieniło? I co? Masz odwagę? Porozmawiasz? Zapytasz? Powiesz, co myślisz. Co czujesz. Jak to sobie wyobrażałeś? Otworzysz własne serce? Rozpłaczesz się? Wiem, że rzadko to robisz. Wiem. Każdy wie. Ale czasami nie możesz się powstrzymać. Nie wiesz, dlaczego, ale tak się dzieje. Płaczesz i myślisz, że to dziwne. To tylko łzy. Płyną sobie po tych zaczerwienionych policzkach. Ale, czy zdajesz sobie sprawę, że za tymi łzami idzie szereg emocji? Emocji nie do opanowania. Emocji, które stanowią tu fundament wszystkiego. Pamiętaj. Wszystko będzie dobrze. Musi być. Ale to zależy od ciebie. Głównie od ciebie. 

niedziela, 24 marca 2013

Przyjaźń.


Miałam przyjaciela. Miałam kogoś, kto mimo wszystko mnie kochał. Kto potrafił ze mną porozmawiać o wszystkim. Komu na mnie zależało. Kogoś, kogo teraz mi po prostu brakuje. Bo jego już nie ma. Zaginął gdzieś pomiędzy naszą przyjaźnią a jego miłością. Uciekł. Zmienił się. Już nie jest mój. Jest niczyj. Zapomniał. Albo tylko tego chciał. Próbował. Czy mu wyszło? Nie wiem. Wiem, że jest inaczej. Inaczej niż było. Inaczej niż miało być. Inaczej niż to sobie wyobrażałam. Inaczej niż chciałam. Inaczej niż ustalaliśmy. Byliśmy. I zawsze mieliśmy być. Zmienił zdanie? Nic mi nie mówiąc? Może coś spieprzyłam. Może to nie tylko moja wina. A może jednak. Da się to naprawić? Czy wystarczy moja chęć? Czy ja ją w ogóle mam? Nie wyobrażam sobie życia w przekonaniu, że go straciłam. Że nie zawalczyłam. Ale może nie ma o co. Może tak właśnie miało być. Nie da się przestać kochać. Nie da się mając tą osobę cały czas przy sobie. Może dlatego mnie odsunął. Ale czy pomyślał, co czuję? Co będę czuła? Może nie. Ale może właśnie chciał, abym patrzyła i cierpiała. Nie chcę teraz myśleć o tym, co będzie za jakiś czas. Bo za chwilę wszystko może wrócić. Może trochę inne i zmienione, ale jednak. A może nie. Może zostanę znów sama na drodze między ludźmi, którzy patrzą na mnie obojętnie i będę zastanawiała się, czy jeszcze kiedyś ktoś mi go zastąpi. I moje myśli w końcu zabiją resztę rozsądku, który pozostał w mojej głowie. I zacznę na nowo. Z tymi, którzy mnie nie zostawią. I będę szczęśliwa. I jeszcze nieraz napiszę taki wywód. Nieraz kogoś stracę. Nieraz zacznę nowy rozdział. Ale zawsze się podniosę. Bo to ja i ty mnie znasz. Nie upadam. Bo zawsze jestem zbyt wysoko w chmurach optymizmu i zanim dotknę ziemi orientuję się, że to nie ma sensu. I wracam latać. Latać na skrzydłach uśmiechu z innymi pieprzonymi optymistami tego świata.

Tak trochę niepozytywnie, ale tak mnie naszło. Trochę podkoloryzowane, ale w dużej mierze prawdziwe :(

I jaaa ^^


xoxo Niśka

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Dum dum dum dum. Nowy rozdział.

I tak niestety szybko przeleciał cały pierwszy tydzień ferii. To przerażające, że zaraz muszę wracać do tej cholernej rzeczywistości. Pogubiłam się w swoich uczuciach. Znowu. Boję się wszystkiego, ale jednocześnie czuję, że na wszystko jestem gotowa. Tylko żeby cokolwiek chciało do mnie przyjść. Żeby coś chciało się wydarzyć. Coś miłego. Zaskakującego. Innego. Zobaczymy. Na razie pogrążam się w marzeniach. Nie chcę myśleć o tym, co mnie czeka. Wolę swój świat. Moich bohaterów i ich problemy. Wolę stworzyć coś idealnego. Ale nie słodkiego i pełnego miłości. Coś jednocześnie realnego. Chcę tam utonąć. Wpaść. Zatracić się. Zostać. Wystarczą mi słuchawki i mózg pełen kolejnych pomysłów na zakończenie opowiadania. Pragnienie doskonałości. Poprawek. Świadomość popełnianych błędów i chęć ich naprawiania. Coś, w czym czuję się spełniona. W czym czuję się sobą. Czym mogę podzielić się z bliskimi. W co wplatam własne życie i doświadczenie. Moich znajomych. Moje wspomnienia. Każdy kto mnie zna może znaleźć tam cząstkę siebie. Ukrytą. Czasami starannie schowaną. Czasami widoczną gołym okiem. Zależy od chęci. Od nastawienia. No to zapraszam do czytania szkraby ^^

http://stojac-nad-przepascia.blogspot.com/2013/01/rozdzia-xiv.html


xoxo Niśka

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Obiecana pewność siebie.

No to pora zacząć. Ale od czego...
W zasadzie co to znaczy być pewnym siebie? Trudno powiedzieć. Moim zdaniem chodzi o to, by lubić samego siebie i nie zwracać uwagi na to, co inni powiedzą, co nie równa się temu, by mieć zdanie wszystkich ludzi głęboko w dupie. Jesteśmy jacy jesteśmy. Nie zmienimy tego. Choćbyśmy bardzo chcieli- nie da się. Nie próbujmy tego robić. Po co zmieniać się dla jedengo idioty, skoro gdzieś czeka ktoś, kto pokocha nas za to jacy jesteśmy na prawdę? Musimy siebie zaakceptować. Ale tu pojawia się coś takiego jak kompleksy. Pewnie każdy je ma, choć nie zawsze się przyznaje. Ja też wcale nie twierdzę, że jestem idealna, ale nic nie poradzę, że jestem nieskromną egoistką i narcyzem. Zawsze mówię ludziom jedno: SZUKAJ POZYTYWNYCH STRON!! Szukajmy plusów, pozytywnych stron życia, które przywołają uśmiech na twojej twarzy. Nic nie jest nigdy smutne i ponure. Swoimi oczami dostrzegaj tęczę za stertą szarej rzeczywistości. Uśmiech. Optymizm. To cała ja. Ludzie ranią, nic nie poradzisz. Ale nie żałuj tego co się stało, bo przecież wcześniej dali nam szczęście. O nim pamiętaj. Pamiętaj - pozytywy ^^.

Chcecie wiedzieć coś więcej? Nowe propozycje? Podoba wam się? Napiszcie cokolwiek, bym wiedziała, że jesteście ;)


xoxo Niśka

wtorek, 18 grudnia 2012

Powrót do przeszłości

Wiem, wiem... Miałam mały przestój, ale chyba powoli wracam do formy...



Mała chwila szczęścia, potem znowu lekkie załamanie i wracamy do normalności. Za nią idą zapewne kolejne banalne problemy. Po nich przychodzi czas na analizę i filozofowanie, układanie scenariuszy życia, które nigdy się nie spełnią. Postanowienia. Przemyślenia. Wnioski. I jedna wielka niewiadoma. Cała przyszłość pod znakiem zapytania. Ale tak to już jest. Raz cieszymy się byle czym. Raz musimy stanąć twarzą w twarz z niepowodzeniem. Trzeba być silnym, odpornym i ostrożnym. Trzeba pracować nad sobą samym. Wtedy będzie łatwiej. Będzie bolało. Bo ludzie ranią. Ale my będziemy czuli się gotowi na zranienie w każdej chwili. Ale nie można zapominać o uczuciach. Nie można dusić ich w sobie. Trzeba mieć serce i umieć dzielić się z innymi naszymi uczuciami. Nie twarde i zimne jak kamień. Spontaniczność. Nie myśl zawsze. Nie planuj wszystkiego. To przyjdzie samo. I jeszcze jedno. Ważne. Nigdy nie żałuj tego, co się wydarzyło. Nigdy. Przeszłość jest motywacją do działania w przyszłości. I nie możesz żałować.

Uff... Samo mi tak poszło. Wracam do ciebie klawiaturo ^^


xoxo Niśka

niedziela, 11 listopada 2012

Wieczorne zastanowienie

Czasami siedzę sobie cały dzień przy komputerze. Przeglądam bezsensowne strony internetowe. A dopiero gdy położę się w ciepłym łóżeczku, pod kołdrą, kocem i na trzech poduszach przychodzą mi do głowy myśli warte zapisania. Wmawiam sobie, że zapamiętam i zapiszę jutro, bo teraz nie chce mi się wstawać.
Zwykle pamiętam. Dzisiaj przypomniałam sobie o tym podczas rozmowy z S. Nie mam pojęcia, dlaczego wtedy. Zaczęliśmy chyba gadać o moich mądrościach życiowych. I nagle CYK. Coś wczoraj wymyśliłam, ale co to było... I znowu CYK. Już pamiętam... I właśnie to spisałam. Świeże. Zapraszam do lektury ;)

Siedzisz w szarym domu. Szare zasłony oddzielają cię od szarego świata. Za tym oknem widzisz szarych ludzi, biegnących po szarych ulicach, by jak najszybciej oderwać się od tej ponurej rzeczywistości. Idą do mieszkań w szarych kamienicach. W starych drzwiach przekręcają swoje klucze. Wchodzą po skrzypiącej podłodze. Ciemność. Zapalają światło. Rozpalają ogień. Chcą zapomnieć o szarym niebie zasnutym tysiącami chmur, które wyciskają z siebie coraz to nowe łzy. Zza nich chce przebić się jeszcze słońce. Nie może. Zima pragnie zamrozić krople i zesłać na ziemię biały puch. Nie może. Jesienne drzewa zrzucają ostatnie suche liście i zaczynają straszyć swoim posępnym wyglądem. Patrzysz na to wszystko i myślisz. Chcesz to przespać. Nie pamiętać. Nie przeżywać od nowa. Ale co roku czeka cię to samo. Puste mieszkanie przypomina ci o twojej samotności. Chcesz się obudzić. Ale to nie sen. To ta szara rzeczywistość. Następni ludzie uciekają z mokrych ulic wchodząc do kolorowych sklepów, kawiarni i spotykając się tam z bliskimi. Ty jesteś sam. Nie ma ramion, które cię przytulą. Ust, które pocałują. Dłoni, które ogrzeją. Słów, które pocieszą. Nie ma osoby, która kocha. Która tęskni. Która myśli. Która czeka. Jesteś sam. Cztery ściany zbliżają się do siebie zostawiając ci coraz mniej przestrzeni. Ale nie potrzebujesz jej więcej. Nie ma kogoś, kto wypełni tą pustkę. Możesz wyjść. Wtopić się w szary tłum. Ale ci ludzie też cię kiedyś opuszczą. I znowu pozostanie ci cichy kąt. Siądziesz w nim i uśniesz. I zapomnisz. Zapomnisz o szarości. Zapomnisz o samotności. Pogrążysz się w marzeniach. Na jak długo tylko chcesz.
Wygrzebałam stare sweet focie xD


xoxo Niśka

czwartek, 18 października 2012

Zawiesić wzrok...?

Wchodzę tu, zaglądam, patrzę i... nic. Brak. Pustka. Cisza. I zadaję sobie tylko jedno pytanie: Co robić? Co mam zrobić, żeby więcej ludzi tu zajrzało i zatrzymało się na dłużej? Macie jakiś pomysł? Przecież blogujecie... Pomożecie?

Jestem chora i wszystkie moje zmysły padły. Dlatego też brak weny sprawił, że wstawiam coś starego. Proszę... ;)

Dlaczego miłość? W sensie dlaczego taka nazwa tego uczucia? Nie mogła być brzydsza? Mniej przyciągająca? Może wtedy tak wiele osób by jej nie ulegało. Miłość. Piękne słowo. Jest ono warte innego uczucia. Trwalszego. Szczęśliwszego. Miłość nie trwa wiecznie. Znaczy nie zawsze. Często jest poprzedzona wieloma porażkami. Miłość boli. Idzie za nią tęsknota, rozczarowanie, niepewność. Dlaczego? Czy róża pod inną nazwą pachniałaby tak samo? Czy tak samo byłoby z miłością. Skoro i tak byśmy przez nią cierpieli czemu nie może nosić bardziej smutnej nazwy. Na przykład nostalgia. Od razu kojarzy się ze smutkiem, tęsknotą. A miłość? Wydaje się, że powinna być piękna. A nie zawsze tak jest. Szczególnie ta pierwsza. Ta najprawdziwsza. Ta, o której się nie zapomina. Miłość. Przecież to brzmi pięknie. Ale takie nie jest. Tylko coś prawdziwego i trwałego może nosić tak urodziwą nazwę. Coś co przynosi nam tylko szczęście. Co wywołuje uśmiech na twarzy. Miłość boli. Miłość wywołuje łzy. Wiele łez. Więcej niż cokolwiek na świecie. A dlatego, że jest dla nas tak ważna. Boimy się ją stracić. Czyli jest krucha. Jak porcelana. Przez słowo miłość przemawia też kruchość. Delikatność. Zwiewność. Ulotność. No właśnie ulotność. Przemija. Czasami zostaje. Czasami odchodzi. Rzadziej wraca. Jest na chwilę. Ta co trwa wiecznie z każdą chwilą jest słabsza. To już nie to samo co na początku. Nie ma tych motyli w brzuchu. Nie ma drżących rąk. Nie ma zaschniętego gardła. Są 2 splecione ręce, które mówią co innego niż wiele lat wcześniej. W końcu i tak wywołuje płacz. Smutek. To jest nieuniknione w przypadku miłości. Niestety. I my nic z tym nie możemy zrobić.

Proszę o odpowiedzi...


xoxo Niśka

piątek, 12 października 2012

Sny...


Każdy z nas ma sny. Sny jak to sny. Bywają straszne. Ale bywają też takie przyjemne. Rzadko kiedy zastanawiamy się, co przez to chciała nam powiedzieć nasza podświadomość. Dużo ludzi twierdzi, że są one skutkiem naszej wyobraźni czy fantazji… Ale moim zdaniem nie zawsze. Raz na jakiś czas zdarza się sen, który sprawia, że jesteś kompletnie zdezorientowany. Masz tak czasami? Czy choć raz w twoim życiu, nie rozumiałeś, dlaczego śni ci się coś tak dziwnego? Ostatnio zdarza mi się to częściej. Nie wiem, o co chodzi. Sny są dla mnie sprzeczne. Choć po jakimś czasie zaczynają się układać w logiczną całość. Jest to jakiś znak. Jakiś sygnał. Dla mnie? Może dla ciebie? To serce czy mózg? Może wszystko na raz. Nie wiem jak mam to odebrać. Zastanawiam się. Dążę do jakiegoś wniosku. Ale nie mogę go znaleźć. Błądzę. Wszystko wydaje mi się do siebie podobne, a jednak inne. Szukam związku między jednym a drugim. Widzę kilka. Ale czy to możliwe? Czy to możliwe, że w głębi czuję coś innego niż zawsze mi się wydawało? A może to się zmieniło. Ale tak nagle? Może nie nagle. Może cały czas byłam w błędzie. Tak trudno mi w to uwierzyć. Kiedy ci na kimś zależy, czujesz to każdym zmysłem. Kiedy ci zależy, jesteś zdolny do wszystkiego. Kiedy wiesz, że coś z tego może być, walczysz. Jednak przychodzi chwila, w której nadchodzi coś czego się spodziewałeś. Co sprawiło, że wiesz, dlaczego wtedy nie walczyłeś. Upadasz. Ale jednak się podnosisz. Szybko. Za szybko. Czy to coś znaczy? Czy te sny rzeczywiście chcą ci przekazać, że na kimś zależy ci bardziej i to od dawna? Ale jak mi zależy? Kim jest dla mnie ta osoba? Kim chcę, żeby była? Czy ja czegoś w ogóle chcę? Chcę być tylko szczęśliwa. Mieć przy sobie osobę, która rozumie bez słów. Wie gdzie jestem, gdy nie ma mnie przy niej. Przychodzi. Rozwesela. Pociesza. Nie pyta. Przytula. Kocha.

To by było tyle na dzisiaj. Minął już cały tydzień. Pora się wyspać, bo weekend też będzie pracowity. Jak u was mija jesień? Odpisujcie ;)


xoxo Niśka

poniedziałek, 8 października 2012

Nie potrafię chyba inaczej...



Doszłam dzisiaj do wniosku, że nie potrafię jak większość nastolatek wprost powiedzieć czy napisać co czuję, o czym myślę. Ten blog chciałam prowadzić pisząc o swoim życiu. Jednak nie potrafię. A raczej nie potrafię tak, jak myślałam, że będę to robić. Umiem przelać swoje uczucia i przemyślenia  na tego bloga, ale tylko i wyłącznie w formie mojej własnej twórczości. W formie monologu. Przemyślenia muszę ubierać w słowa. Może to dziwne, ale tak mi jest najłatwiej. Odpowiada wam ta forma postów? Wam... Mało was jest u mnie ;( Piszcie w komentarzach. A pod spodem ostatni wieczorny wyczyn mojej wyobraźni.


Jak to działa? Jestem. Jestem sobą. Zachowuję się jak zawsze. Ale nagle coś się zmienia. Nie wiem czy we mnie, czy w otaczającym mnie świecie. Coś niby małego. Moje oczy się otwierają, uszy też. Zaczynam dostrzegać i słyszeć, coś, o czym nie chcę myśleć. Potencjalnie się nie przejmuję. Potencjalnie. Jednak coś we mnie buzuje. Coś mnie rozrywa od środka. Coś zadaje cios. To boli. Patrzę i nie potrafię myśleć. Widzę i nic. Zacinam się. Nie wiem, co robić. Czy się śmiać? Czy płakać? Ale nagle orientuję się, że nie potrafię. Nie potrafię płakać. Łzy nie chcą płynąć po moich czerwonych policzkach. Oczy nie szklą się, jak tafla wody w jeziorze. Na chwilę zachodzą mgłą, która znika po kilkukrotnym mrugnięciu. Co mam o tym wszystkim myśleć? Jak mam zareagować? Nie wiem. Po prostu nie wiem. To powinno przyjść jak odruch. Ale u mnie wszystko zanika. Zdolność ruchu, mowy, myślenia. Czy ten brak jakiegokolwiek odruchu to oznaka mojej siły wewnętrznej, czy w tym momencie powinnam się zastanowić nad moimi uczuciami? Czy się nie pomyliłam? Czy to na pewno to, co cały czas w moim przekonaniu było miłością? Może nie. Ale w takim razie, czym jest, skoro cały czas trwa bez ogromnego bólu pomimo niepowodzenia. Nie przeszło. Siedzi we mnie i nie chce się wynieść. Może skończy się jak wszystko wcześniej. Może zapomnę i znowu znajdę się w podobnej sytuacji. Może tym razem uda mi się być szczęśliwą. A może wrócę do punktu pierwszego, bo okaże się, że po prostu jestem silna i odporna na takie zjawiska. Ale wcale dużo w życiu nie wycierpiałam. Skąd więc te cechy? Za dużo pytań, za mało odpowiedzi. I znowu wracamy do tego samego. Znowu siedzę, myślę i nic nie idzie naprzód. Stoi w miejscu. Tylko lakier na moich paznokciach wysycha, podczas gdy piszę te wszystkie przemyślenia. To utwierdza mnie w przekonaniu, że czas płynie, więc powinnam wziąć się za siebie i przestać myśleć filozoficznie o przeszłości. Żyć chwilą i cieszyć wszystkim, co na to zasługuje.

 
xoxo Niśka