Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gust. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gust. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 lutego 2011

Ekranizacje

Wracam do tematu książek, a właściwie ich ekranizacji. Bardzo dobrym przykładem na to jest kultowy Harry Potter. Jest wiele osób, które wolą książkę, inni wolą film, są też tacy co oglądali nie czytając. I jak to jest z tymi ekranizacjami? Na pewno film jest mniej szczegółowy, krótszy. Przede wszystkim to co mówię zawsze nie pracuje nam wyobraźnia. Ale podam przykład biografii Edith Piaf. Jest książka, jest film. Co lepsze? W tym przypadku film. A dlaczego? Bo ona była piosenkarką. W książce masz wspomniane tytuły jej utworów, w filmie je słyszysz, masz muzyczne tło co jeszcze bardziej wskazuje na osobę głównej bohaterki, wprowadza nas w klimat jej muzyki. I tak jest z wszystkimi filmami biograficznymi muzyków.
Mamy też przecież filmy, które w żaden sposób nie są oparte na książce lub takie, które są przed książką. Temat filmu i książki jest trudny. Każdy z nas ma inne zdanie. Nie możemy zmuszać innych do naszego zdania. Więc zostawię to bez żadnego końcowego stwierdzenia co jest lepsze. O tym musi zdecydować każdy z was. Pamiętajmy jednak o wyobraźni, bo ona jest, a jak tak dalej pójdzie to nie będziemy potrafili sobie czegokolwiek wyobrazić.

wtorek, 18 stycznia 2011

Nie tylko wtedy...

Ktoś pomyśli: Ok, rodzice puszczali jej tylko taką muzę, ale teraz niekoniecznie słucha takiej samej. I często może mieć rację. Miałam moment, że słuchałam tylko Bee Geesów lub, że słuchałam tylko gwiazdek Disneya. Oczywiście broń Boże Justina Biebera. To jest największa porażka obecnego świata "muzyki". Teraz kocha go ponad połowa nastolatek, a co będzie za rok kiedy przejdzie mutację. Jasne. Koniec jego "kariery". Z resztą jego piosenki nie będą w przyszłości takim przykładem jak Otherside czy Come as you are.
Ale wracając do tego co jest teraz z moim gustem muzycznym. Jak pisałam wcześniej został on już wypracowany, chociaż miałam momenty zawachania. Jednak rodzicom i tak nie przyszłoby wtedy do głowy, że dzisiaj spodoba mi się niejedna tandetna piosenka. I tutaj przyznaję szczerze, że są piosenki, które na serio wpadną w ucho choć mają tandetnie prosty tekst i jak wspomniałam nie są prawdziwą muzyką. Podam kilka tytułów dla przykładu: Lemon tree, Listen, Chcę tu zostać, Billionaire, The high- rise in the sunshine, Utopia. Ale szczytem są dwie piosenki: Barbie Girl i Plastikowa. Niestety one także są w mojej kolekcji piosenek, ale cóż... teraźniejszość robi swoje.
W następnym poście skupimy się bardziej  na książce, a raczej książkach. Też mam w tym temacie wiele do powiedzenia.

niedziela, 16 stycznia 2011

Moja przygoda z muzyką...


Mówi się, że gust muzyczny wypracowujemy w sobie od dziecka. Absolutnie się z tym zgadzam. Już kiedy miałam 3 lata w moim domu słuchało się RHCP, Bee Gees czy Myslovitza. W wieku 5 lat znałam na pamięć całe Otherside. Teraz kiedy słyszę jakiś kawałek Beatlesów przypominam sobie, że już go słyszałam. Kiedy ostatnio dostałam 2 płyty Pink Floydów nie znałam żadnego tytułu. Ale kiedy zaczęłam słuchać okazało się, ze znam ponad połowę tych piosenek. To właśnie to, że mój tata, który wypracował we mnie ten gust muzyczny, nigdy nie puszczał mi tandety, czyli np. sielankowego popu. Zawsze kiedy jedziemy samochodem ponad 6 godzin i słuchamy muzyki ani na chwilę nie włączamy radia, a jeżeli już to tylko Trójkę. Kiedy skończyłam 13 lat tata postanowił jeszcze bardziej umocnić we mnie to co już wypracował i na każdą okazję (święta, urodziny) dostaję płytę tej rockowej klasyki. Ostatnio wypożyczył też film The Beats Of Freedom: Zew Wolności. Właśnie w tym filmie jest pokazane, że muzyka wyraża ludzi, którzy jej słuchają. Polecam ten film do obejrzenia, bo pokazuje on właśnie inną rolę muzyki niż np. relaks. I jeszcze coś... przejrzałam ostatnio kolekcję czarnych płyt mojego taty i przypomniałam sobie moje dzieciństwo, kiedy kochałam słuchać gramofonu. Oczywiście jak to dziecko słuchałam nieco innej muzyki, bo wtedy najbardziej lubiłam Janusza Laskowika i jego piosenkę Kolorowe Jarmarki. Teraz nie wyobrażam sobie słuchania takiej muzyki rozrywkowej. Ale jak sama nazwa mówi rozrywka. Dlatego ludzie to lubią. Bo mogą się przy niej pobawić.